A więc dieta.
styczeń 20, 2008No ładnie, ale mi się oberwało… Weterynarz nie miał dla mnie litości i poinformował mnie, że najprawdopodobniej usiłuję wpędzić własnego psiaka do grobu… No cóż… ja wcale nie mówię, że Pongo to wiórek, ale … że niby tłusty? że spasiony? Hmmmmm…. Tata daje mu czasem delicje, babcia rzuca przez płot udka od kurczaka, a Mama z każdej skibki odgryza kęs dla synusia, to prawda. Ja też nie jestem bez winy, bo chciałam, by Pongo poznał wszystkie możliwe smaki psich ciasteczek… Ale to przecież dlatego, że tak go kochamy….
Jej, ale człowiek jest czasem głupi – a dobrymi chęciami jest przecież piekło wybrukowane. No nic, synuś zaczyna dietę. Będzie wiórek
Po “wyczerpującym” spacerze…
styczeń 17, 2008Co siedzi w psiej głowie?
kwiecień 25, 2007No właśnie… Co sie lęgnie w tym małym, futrzanym łebku? Co się dzieje w głowie mojego synusia, gdy tak … jakoś nostalgicznie… spogląda przed siebie? No tak – pewnie wydziwiam i dopatruję się jakieś nostalgii, podczas gdy mojemu Pongusiowi chodzi po łebku tylko jedno: “A może by tak dorwać jakąś wiewiórkę?”
Jakby nie było – kiedy on tak właśnie sobie “myśli”, to fajnie wychodzi na fotkach, heh
Pogodę mamy na byczenie…
kwiecień 13, 2007Mmmmmmiodzio – lodzio
oby to słoneczko zawsze było takie ładne, jak dzisiaj… Aż się prosiło, by wyciągnąć blade szkietki na trawce, więc wzięłam kocyk pod pachę i… dalej byczyć sie pod chmurką. Oczywiście długo tak sama nie leżałam, mój synuś nie mógł się oprzeć urokowi rozciągniętego na trawce koca i zaraz się na nim rozciągnął jak długi
Chyba nie muszę dodawać, że wcale nie miałam zamiaru go przepędzać. W końcu ranni są uprzywilejowani ![]()
![]()
synuś znowu w bandażach…
kwiecień 8, 2007Mój Pongo to najbiedniejszy piesio pod słońcem – ledwo mu zdjęli wkurzający kubraczek i debilny klosz, a znowu zapakowali go w bandaże. Tym razem ma chorą łapkę. Oczywiście wszyscy nad nim płaczą, bo wygląda tak mega-żałosnie… I do tego robi taką minkę, że po prostu dałabym sie dla niego pokroić. On jest taki biedny, biedny… Dobrze, że mamy Święta Wielkiej Nocy, a nie Bożego Narodzenia, bo nieźle by nam pojechał w Wigilię, za to, że go ostatnio ciągle po weterynarzach ciągamy ![]()
![]()
wreszcie pobrykamy…
marzec 28, 2007po operacji
marzec 21, 2007ojej, jaki on jest biedny
pociachali mi mojego synusia w plasterki, pokroili go niemiłosiernie, ma aż trzy pozszywane miejsca na swoim maleńkim psim ciałku… na dodatek musi nosić ten śmieszny zielony kitelek – wygląda jak niemowlak w pajacyku, nogawki opadają mu aż do pazurków i zamiata nimi podłogę. koniec końców – lepsze to od tego debilnego abażura, naprawdę nie wiem, czyj jest ten “genialny” pomysł.
Pongo na szczęście jest bardzo dzielny i trzyma sie twardo. no i wykorzystuje fakt, że cała rodzina załamuje nad nim ręce i znosi mu do jego koszyczka tony przysmaków. Ostatnim hitem są świńskie uszy – blah… co za świństwo…
Cud nad Wisłą… Mój “synuś” nie tylko bryka, jak cudownie ozdrowiony, ale nawet przejawia jakiś kocie skłonności – wdrapuje mi się na biurko (!!!)
![]()
Na dodatek wykorzystuje fakt, że wszyscy na niego chuchają i dmuchają i skrupulatnie obsiada wszystkie łóżka, kanapy i fotele – choć normalnie mu nie wolno…
No ale któż w rodzinie oprze się jego słodkiej, jamniczej mordce?

Opublikował/a kargi 
Opublikował/a kargi 
Opublikował/a kargi