No i co ja mam teraz zrobić? Nie palę, nie piję, nie ćpam – więc nawet nie mam nałogu, z którym wypadałoby zerwać… Na dodatek nie jestem gruba, więc nawet żadnej diety nie mogę sobie obiecać… To może… hmmm… o wiem! Będę chodzić na solarium
Częściej, ale za to na krócej – a nie raz na ruski rok wskakiwać na 20 min. turbo i fundować sobie imagle a la “prosiaczek”
I jeszcze… O wiem! W tym roku udowodnię sobie i wszystkim, którzy załamują nade mną ręce, że dziewczyna w moim wieku bez faceta to żadna tragedia
Jakoś wcale nie jest mi głupio, że chodzę sama do kina, przynajmniej nikt mi coli nie wypija
A poza tym sylwestrową noc spędziłam w towarzystwie m.in. paru półnagich panów, co rewelacyjnie mi wróży na Nowy Rok
Pozdrawiam wszystkie singielki!
Noworoczne postanowienia
styczeń 3, 2008Proszę Państwa, oto miś…
wrzesień 25, 2007Trafił mi się miś… Biedny, porozrywany, spruty i bez oczek… Ale za to wieeeeeeeeeelki jak prawdziwy miś
Zaraz wszystkich ujął, szybko więc został załatany i pozszywany. Teraz poszukuję jeszcze dla niego oczek, ale… jest światełko w tunelu, bo Pan z firmy produkującej dodatki do zabawek zainteresował się moją błagalną prośbą o pomoc
Sami spójrzcie na misia – jak tu nie pokochać takiej góry pluszu?
Jeszcze o pasjach
maj 4, 2007Osły to mój kolejny fioł
Uwielbiam wszystkie osiołki – małe i duże, żywe i wzorowane na żywych, szare i kolorowe, kudłate i uczesane, itp. Po prostu uważam, że wszystkie osły są w dechę, a moja miłość do nich zaczęła się właściwie od pierwszego seansu filmowego ze “Shrekiem”. Dalej była filozofia Kłapouchego z “Kubusia Puchatka” – wprawdzie ździebko smętna, ale jak się okazuje – ma swój ukryty urok… A na koniec doszły do tego regularne wizyty w zoo i dokarmianie trawą z ogródka tamtejszych ogoniastych podopiecznych. Ostatecznie przepadłam z kretesem i kocham wszystko, co osiołkowe
Moimi ulubieńcami są: największy z odnalezionych przeze mnie na mieście pluszowych osłów – Nitek oraz prezent od mojego tygryska – gadający Kłapouchy. Może kiedyś kupię sobie własnego, takiego prawdziwego, żywego… Dam mu na imię Egon
Te powyżej są moją własnością, te poniżej – należą do zoo. Czasami chadzam je podrapać za uchem
i podkarmić soczystą trawką z mojego ogródka. Chyba nie bardzo lubią głaskanie, ale czego się nie robi dla wyżerki…
Pasji ciąg dalszy…
kwiecień 30, 2007Kolejną rzeczą, która mnie kręci jest… gilerka. Gilerka to mały włoski skuterek, o którym marzyłam przez ponad dwa lata, a które to marzenie spełniło sie jakieś… hmmm… z trzy lata temu. Od tego czasu nie ma takiego wiosennego czy letniego dnia, który ja i gilerka spędziłybyśmy osobno. Uwielbiam ją i rozpieszczam, wlewając jej najlepsze paliwko i oleje
Często z nią gadam i strasznie sie przejmuję, gdy coś się w niej popsuje. Niestety gilerka nie jest już najmłodsza… Tak więc coraz częściej sie psuje
Ale powolutku uczę się krok po kroku, jak ją naprawiać.
Dzięki gilerce poznałam bardzo dużo nowych ludzi, którzy – tak jak ja – lubią sobie kulać po okolicy na jednośladach. Niestety (stety dla nich, niestety dla mnie) wszyscy w tym roku dosiadają już motocykli, tak więc towarzystwo mi sie wykruszyło i coraz częściej robimy sobie z gilerką wyprawy w duecie
bo żadnemu motocykliście nie chce się czekać na gilerkę, która – jak każą przepisy
– jedzie zaledwie 50 km/h. Chociaz ja uważam, że w tym właśnie tkwi jej urok ![]()
![]()
Porozmawiajmy o pasjach…
kwiecień 27, 2007Hmmm… Chyba każdy je ma… Ja miałam ich w życiu ogromnie dużo, ale niestety – zawsze brakowało mi żelaznej konsekwencji, a może… po prostu… to wcale nie były takie prawdziwe pasje? Były więc konie, była piłka nożna i siatkówka, były łyżwy i kolekcjonowanie porcelanowych aniołków (nie mówcie nikomu…), a nawet – za dzieciaka – znaczki i puszki po piwie
Ale – było, minęło.
Są jednak takie pasje, które kręcą mnie niezmiennie już od wielu, wielu lat i chyba właśnie o nich warto cosik napisać…
Nawet mało uważny obserwator zauważy, że lubię fotografować, ale jest to raczej świeża pasja, bo aparat mam zaledwie od kilku miesięcy. Nie można jednak zapomnieć o mojej innej, wieloletniej pasji, która ma 4 nogi, futrzany łebek i imię Pongo alias synuś. Pongo to mój muz
A raczej – muzek. Mam go już prawie 10 lat i każdy dzień bez wspólnego poprzytulania sie uważam za stracony. Wystarczy, że podejdzie, wsunie swoją mordzię w moje dłonie i przepadam z kretesem – niczego mu nie potrafię odmówić, czego efekt jest taki, że pod moim łóżkiem zalegają tony psich ciastek, które mu podrzucam co jakiś czas ![]()
A oto moje ulubione fotki synusia:
wiosenny krajobraz (?)
marzec 22, 2007no ładnie, panienka sie wkurzyła i sypnęła śniegiem… a sru tam, mnie nic nie rusza. zrobię sobie przynajmniej bałwana, bo zimą nie zdążyłam.
szkoda tylko, że moje nowe wiosenne pantofelki mogę na razie zakładać tylko jak idę do piwnicy po ziemniaki… grrrrr…
poniżej widok z mojego okna
A tak wyglądało to samo okno parę dni później:
![]()
Prawda, że dużo lepiej? Mmmmmm…. jest pięknie….
Nic tylko odpalać motor, psa pod pachę i… heya
PS. Okno jest ździebko… echm… ufajdane… więc widok mało wyraźny… sorry, umyję.
Dzień dobry :)
marzec 21, 2007Witam serdecznie cały świat, który postanowi tu zajrzeć i dorzucić coś do mojej skromnej stronki użyczonej przez WordPress’a
Zapraszam!
Opublikował/a kargi
Opublikował/a kargi
Opublikował/a kargi