A więc dieta.

No ładnie, ale mi się oberwało… Weterynarz nie miał dla mnie litości i poinformował mnie, że najprawdopodobniej usiłuję wpędzić własnego psiaka do grobu… No cóż… ja wcale nie mówię, że Pongo to wiórek, ale … że niby tłusty? że spasiony? Hmmmmm…. Tata daje mu czasem delicje, babcia rzuca przez płot udka od kurczaka, a Mama z każdej skibki odgryza kęs dla synusia, to prawda. Ja też nie jestem bez winy, bo chciałam, by Pongo poznał wszystkie możliwe smaki psich ciasteczek… Ale to przecież dlatego, że tak go kochamy….

Jej, ale człowiek jest czasem głupi – a dobrymi chęciami jest przecież piekło wybrukowane. No nic, synuś zaczyna dietę. Będzie wiórek ;)

diet

Odpowiedzi: 2 do “A więc dieta.”

  1. Życzliwa mówi:

    Faktycznie troszkę spasiony ten piesek jest. Czasem nie warto “z miłości” pakować w zwierzaka tyle różnych łakoci. Te wszystkie dodatki do karmy są czystą komercją. Firmy to produkujące chcą zarobić na tym. Radziłabym faktycznie posłuchać weta i przejść na dietę, jeśli nie chcesz żeby piesek miał chore serduszko, wątrobę itd. Pozdrawiam i życze powodzenia!

  2. kargi mówi:

    Dziękuję Ci serdecznie :)
    Wizja choroby mojego pupilka podziałała na mnie wyjątkowo skutecznie – piesio stracił już ponad 2 kg i nawet pojawiło mu się lekkie wcięcie w talii ;) Największym paradoksem jest to, że przez tę dietę muszę mieć ciągle na oku… nie, nie psa… ale domowników! Ja się pilnuję, ale oni co jakiś czas rzucają mu pod stół to czy tamto… Są najtrudniejsi do upilnowania – niczym niesforne dzieci… :/

Dodaj komentarz