wreszcie pobrykamy…

marzec 28, 2007

No nareszcie… nastała pora spacerów i brykania po pachnącej, świeżo skoszonej trawce… Echm, no dobra, troszkę przegięłam, bo trawników jeszcze nikt nie goli, ale… brykać już można :) Synuś odnotował przypływ formy, a szwy nic a nic mu nie przeszkadzają w pogonieniu kota wiewiórkom ;)
Pongo w lesie_2 Pongo w lesie_1 Pongo w lesie_3


wiosenny krajobraz (?)

marzec 22, 2007

no ładnie, panienka sie wkurzyła i sypnęła śniegiem… a sru tam, mnie nic nie rusza. zrobię sobie przynajmniej bałwana, bo zimą nie zdążyłam.
szkoda tylko, że moje nowe wiosenne pantofelki mogę na razie zakładać tylko jak idę do piwnicy po ziemniaki… grrrrr…

poniżej widok z mojego okna ;)

wiosenny krajobraz

A tak wyglądało to samo okno parę dni później:
piękna wiosna

Prawda, że dużo lepiej? Mmmmmm…. jest pięknie…. :D Nic tylko odpalać motor, psa pod pachę i… heya ;)

PS. Okno jest ździebko… echm… ufajdane… więc widok mało wyraźny… sorry, umyję.


po operacji

marzec 21, 2007

ojej, jaki on jest biedny :( pociachali mi mojego synusia w plasterki, pokroili go niemiłosiernie, ma aż trzy pozszywane miejsca na swoim maleńkim psim ciałku… na dodatek musi nosić ten śmieszny zielony kitelek – wygląda jak niemowlak w pajacyku, nogawki opadają mu aż do pazurków i zamiata nimi podłogę. koniec końców – lepsze to od tego debilnego abażura, naprawdę nie wiem, czyj jest ten “genialny” pomysł.

Pongo na szczęście jest bardzo dzielny i trzyma sie twardo. no i wykorzystuje fakt, że cała rodzina załamuje nad nim ręce i znosi mu do jego koszyczka tony przysmaków. Ostatnim hitem są świńskie uszy – blah… co za świństwo…

Ponguś w kitelku

Cud nad Wisłą… Mój “synuś” nie tylko bryka, jak cudownie ozdrowiony, ale nawet przejawia jakiś kocie skłonności – wdrapuje mi się na biurko (!!!)
na biurku

Na dodatek wykorzystuje fakt, że wszyscy na niego chuchają i dmuchają i skrupulatnie obsiada wszystkie łóżka, kanapy i fotele – choć normalnie mu nie wolno…

na łóżku

No ale któż w rodzinie oprze się jego słodkiej, jamniczej mordce?

słodka morda


po zimie…

marzec 21, 2007

paskuda jedna nie chciała odpalić… cały dzień kręcenia rozrusznikiem, paluszki mi spuchły… na dodatek świeca mnie pokopała, kto by pomyślał, że to małe gówienko przenosi takie napięcia…. usmerałam się cała w oleju, pozdzierałam paluszki, szlag jaśnisty mnie trafił, a gilerka nawet nie zawarczała…

spacer na stację, kilka oddechów, parę przekleństw rzuconych na dyndające w lesie szyszki i już mi przeszło. gilerka dostała benki prosto w gardło, tj. pod świecę i w końcu przemówiła!!! Yeah! I niech ktoś powie, że kobiety się nie znają na motorach, ha!


Dzień dobry :)

marzec 21, 2007

Witam serdecznie cały świat, który postanowi tu zajrzeć i dorzucić coś do mojej skromnej stronki użyczonej przez WordPress’a :) Zapraszam!